Ta książka ma dwa takie momenty i żaden nie wygląda jak historia sukcesu z okładki. Za pierwszym razem zostały tylko ręce i umiejętność, której nie było jak nazwać. Za drugim — jedna książka w obcym języku, czytana zdanie po zdaniu przez rok.
Kobieta po trzydziestce, puste mieszkanie, brak planu i ręce, które wiedzą wcześniej niż głowa. O początkach zawodu, którego wtedy jeszcze nie było jak nazwać.
Zrobiłam z tego własną metodę i stosuję ją do dziś. Kiedy pracuję z pacjentem, to pierwsze, co mówię: przyjmij tę chorobę. Przyjmij tę sytuację. Przyjmij tę złą relację. Wdychaj i przejmuj. Nie walcz z tym, nie odpychaj, nie proś, żeby to zniknęło — weź to do środka. I wtedy zaczyna się to centralizować. To jest fizyczne, to widać na stole: człowiek, który przestaje odpychać własną chorobę, przestaje być rozdarty na dwoje, a materiał rozrzucony po całym polu zaczyna zbierać się do środka, w oś. Choroba jest wykluczonym członkiem rodziny wewnątrz ciała. Trzeba ją zaprosić do stołu, żeby przestała walić w drzwi.
Cały rozdział „Malachit” · posłuchaj
O tym, że można całe życie nadawać w pustkę, aż coś odpowie. Nauka obcego języka zdanie po zdaniu, żeby przeczytać jedną książkę do końca.
Mózg nie jest dany raz na zawsze. Mózg się buduje — i to jest zdanie, którego wtedy jeszcze nie umiałam wypowiedzieć, a dziś powtarzam studentkom na każdych zajęciach. Układ nerwowy dojrzewa dużo dłużej, niż mówią podręczniki, i dojrzewa do konkretnych zadań. Mam na to swoje określenie: statek transferu. Ciało i system nerwowy muszą stać się statkiem, który wytrzyma przewożenie tego, co przewozi. Do dwudziestego roku życia miałam nadajnik i nie miałam statku. Potem, przez lata, statek się budował — przez chorobę, przez zen, przez ustawienia, przez tysiące godzin pod moimi rękami. Ale statek bez map pływa w kółko.
Cały rozdział „Lazur” · posłuchaj
O przekazywaniu dalej: dacie zapisanej na wszystkim, pierwszym roczniku i o tym, że czego się nie dostało, to czasem trzeba zbudować samemu.
Jest wśród nich kobieta, która pracuje ze mną najdłużej ze wszystkich, ponad dwadzieścia lat. Znam jej ciało lepiej niż własne. Przez te lata leżała na moim stole tyle razy, że pamiętam, jak zmieniał się jej oddech przez dwie dekady — i teraz siedzi u mnie w pokoju jako studentka i zadaje pytania o strukturę. To jest jedna z tych zmian, których nie umiałam przewidzieć i które wzruszają mnie najbardziej. Człowiek, który przez dwadzieścia lat brał, w pewnym momencie odwraca się i pyta: a jak to się robi. To jest moment, w którym pacjent przestaje być pacjentem. Coś w nim wstaje ze stołu na dobre.
Cały rozdział „Złoto” · posłuchaj
zmiana zawodu po trzydziestce bez pieniędzy · zaczynanie od zera po rozwodzie · nauka nowego zawodu po pięćdziesiątce · jak nauczyć się języka bez szkoły · własna działalność po pięćdziesiątce
Otwórz książkę w czytniku — z audiobookiem i muzyką.