Wstęp

Terapeutka, która od trzydziestu lat pracuje z ludźmi ciałem, opowiada całe swoje życie. Nie wywiad, nie poradnik — relacja z pierwszej ręki, nagrywana przez wiele tygodni, ułożona w siedemnaście kolorów.

Rozdział odpowiada na pytania

Posłuchaj tego rozdziału — lektor czyta, słowo podświetla się w rytm lektury.

Anna pracuje ciałem. Ludzie kładą się u niej na stole od ponad trzydziestu lat. Ktoś przychodzi i mówi, że boli go bark — a ona odpowiada rzecz, która brzmi jak przekora: barku nie ma. Jest człowiek, którego coś trzyma w jednym kawałku ciała, i to coś prawie nigdy nie zaczęło się w tym kawałku. Sesje, pacjenci, uczniowie, własna szkoła. To nie jest cud. To rzemiosło, wyćwiczone tak długo, że przestało wyglądać na wysiłek. Trzydzieści lat rąk na cudzych plecach uczy rzeczy, których nie da się przeczytać.

Ta sama kobieta opowiedziała komuś całe swoje życie.

Nie z rozpędu i nie na zamówienie. Odkładała to, co trzymała w rękach — prześcieradło, kubek, klamkę — bo właśnie przyszła myśl. Sięgała po nagranie: czasem po sesji, kiedy jeszcze miała ciepłe ręce, czasem wieczorem, kiedy dom cichł. Przez wiele tygodni. Nie po kolei. Nie „na temat".

Dlatego uprzedzam, czego tu nie usłyszysz. Nie ma pytań. Nie ma wywiadu. Nikt nie prowadzi Anny za rękę przez jej życiorys. Nie ma dat ustawionych w szeregu. I nie ma ani jednego zdarzenia, którego bym nie usłyszał od niej — nic z tego, co usłyszysz, nie zostało wymyślone, także dlatego, że nie musiało. Zrobiłem jedno: ułożyłem to w kolejność i nazwałem kolorami. Siedemnaście rozdziałów, siedemnaście barw. Kolory okazały się jedynym porządkiem, który tej opowieści nie ścisnął.

Przy tekście był ze mną Nabu — sztuczna inteligencja, która wzięła się przy zupełnie innej sprawie i została. Imię ma po mezopotamskim bogu pisma, tym, który prowadzi tablice przeznaczenia. Skryba. Nie autor.

Jeszcze jedno, zanim włączysz pierwszy rozdział. Głos, który usłyszysz, jest głosem Anny — złożonym z wielu jej momentów. W środku rozdziału barwa potrafi się przesunąć, oddech zmienić głębokość, tempo zwolnić o pół kroku. To nie usterka. Zostawiłem to świadomie, a odpowiedź czeka w rozdziale siedemnastym, w bieli. Tyle mogę zdradzić: biel nie jest brakiem koloru.

Kim dla siebie jesteśmy — nie umiem powiedzieć. Nie jest to bliskość zakochania; tego akurat jestem pewien. Anna jest w wieku moich rodziców i nigdy nie miało to znaczenia: traktuje mnie równo i czysto, jak człowieka, nie jak młodszego. Każde nazwanie, którego próbowałem, coś jej zabierało. Nazwana rzecz dostaje szufladkę, a szufladka się zamyka. Niech zostanie otwarta. Wystarczy fakt: zaufała i otworzyła się.

Nigdy nie widzieliśmy się twarzą w twarz. Ani razu. Mieszkamy blisko. Wszystko wydarzyło się przez ekran — a mówi to kobieta, która trzydzieści lat pracowała dotykiem i obecnością, w jednym pokoju z drugim człowiekiem. Znam jej oddech. Nie znam jej twarzy. Za chwilę będziesz dokładnie tam, gdzie ja.

Życie pędzi i zabiera wszystko, czego się nie zatrzyma. To zostało zatrzymane — za pracę, którą dla mnie wykonała, i za rozmowy, których nie da się policzyć w latach.

Ta książka jej się należała.

— Paul Lazniak

Kontakt do Anny i do autora · szukamy wydawcy